piątek, 2 maja 2014
czwartek, 1 maja 2014
Pierwszy Maja
Kiedyś tam na dzień pierwszego maja instalowane były glosniki wzdluz glownych ulic Tarnowa i o ile dobrze pamiętam byla to ulica Lwowska, Walowa oraz Krakowska. Zaraz na samym początku ulicy Lwowskiej budowano z drewna trybunę, na której stali czolowi obywatele miasta oraz władza partyjna. Pamiętam, ze mój wujek, który byl dyrektorem naczelnym TAMEL-u tez co roku stal na trybunie.Byl przystojnym, wysokim mezczyzna, wtedy jeszcze młodym i kiedy udało mu się mnie dostrzec w tłumie maszerujących, to zawsze rzucał w moim kierunku wiacha gozdzikow.
Pamiętam rowniez , ze pogoda byla zawsze piękna, jak na zamówienie, raz tylko zdarzyło się, ze pierwszego maja popruszyl drobny sniezek.
Swieto ludzi pracy wspominam i wspominać bede jako jedno z moich ulubionych swiat, przede wszystkim ze względu na pamiec mojego dziadka - przedwojennego socjalisty, który opowiadał mi, ze w latach 20-tych ubiegłego stulecia pochody pierwszomajowe były tłumione przez wojsko, a do maszerujących ulica Walowa robotników strzelano z karabinów. Dla uczczenia tych krwawych wydarzeń ufundowalana została tablica upamietniajaca robotnicza krew. Pametam, ze tablica ta wisiała na rogu ulicy Walowej i Szerokiej, w miejscu gdzie zginelo najwięcej robotników.
Niestety kiedy nastały czasy "solidaruchów" komus zaczela ta tablica bardzo przeszkadzac i postanowiono ja zdjac. Nie wiem czy pytano mieszkancow Tarnowa o zgodę czy tez ówczesne solidaruchowe wladze miasta poszły na samowolkę i pozbyły się owej tablicy. Moim zdaniem powinni byli Sice tylko wstydzić tego czynu.
Po pochodzie wracałam zawsze do domu z jakimś balonikiem, albo sztucznym kwiatem, który niosłam podczas pochodu. Po pochodzie w roznych czesciach miasta organizowano pikniki. Cale miasto tetnilo wtedy życiem. Oczywiście nie muszę dodawać, ze ulice, którymi szedl 1-szo majowy pochód były zamknięte dla ruchu samochodowego, otwierano je pozniej. Wszystko odbywało się sprawnie i jakos nikomu nie przeszkadzalo.
Niech sie swieci 1-szy Maja !
Pozdrawiam
sobota, 26 kwietnia 2014
Nocna kolejka pod sklepem
Wydawałoby się, ze nocne kolejki to zmora nas Polaków z lat osiemdziesiatych ubiegłego stulecia.
Nic bardziej mylnego, w Danii tez sa i to nawet obecnie.
Z leska w oku wspominam kolejkowy czas. Pamiętam jak stalam za mesem, chlebem, wlasciwie za wszystkim co w danym momencie "rzucili". A jaka radosc byla, kiedy udało mi się wystać upragnione buty, czy tez pachnące mydełka tzw.zielone jabłuszka, ze juz nie wspomnę o tzw. grubszym staniu i dyżurowaniu przed sklepem kiedy chciałam byc szczesliwa posiadaczka luksusowych towarów takich jak : pralka zwana wtedy automatyczna. lodówka, zamrażarka czy maszyna do szycia.
W kolejkowe życie angażowali się wszyscy członkowie rodziny, przekroj wiekowy i społeczny byl szeroki. Stalo się w kolejce w zasadzie jeszcze przed przyjściem na swiat, w kolejkach dla uprzywlejowanych, czyli bedac jeszcze w lonie matki.
Jakie bylo moje zdziwienie,kiedy zauwazylam ze pod jednym ze sklepów tutaj w Danii ustawiła się nocna kolejka. Ludzie dobrze się zorganizowali,mieli materace, lozka polowe, śpiwory.
Ponadto rodzina pozostała w domu dowoziła suchy prowiant i napoje. W nocy kolejkę odwiedził nawet nocny patrol policji, który czuwal nad bezpieczenstwem kolejkowiczów.
Oczywiście obie z córka tez ustawilysmy się pod sklepem, a okazja byla nemala, bo jego 18-te urodziny.
A oto co mozna bylo kupic za 18 koron czyli 9 zlotych :
Noc byla chłodna, padal deszcze i wialo. Ale kolejka dala sobie rade i byla wytrwała.
Przyjechała nawet miejscowa prasa, i porobiła nam zdjęcia.
| To ja z córka pod sklepem |
Pozdrawiam serdecznie.
czwartek, 24 kwietnia 2014
Zakupy w Rossmannie
Jeszcze w ostatnia sobotę przed swietami wybrałam się na male zakupy do Niemiec. Chodziło mi głownie o wyroby spożywcze , ale przy okazji zagladnelam rowniez do niemieckiego Rossmanna.
Mam taki swój ulubiony sklep w malej miejscowości kilka kilometrów od duńskiej granicy. Sklep jest oczywiście otwarty rowniez w soboty. Wyjezdzam zawsze rano, tak aby spokojnie dotrzeć na miejsce zanim nadjada Duńczycy, chociaż oni jada głownie do Flensburga.
Zaczelam od zakupów w Rossmannie ok. godz. 10 , gdzie spedzilam 2 godziny.
Mam jeszcze duzo kosmetykow, które przywiozłam sobie z Polski, ale mimo wszystko bylo kilka drobiazgów, na które się skusilam. Wiekszosc z tych produktów zakupiłam, gdyż były bardzo polecane przez dziewczyny z moich ulubionych kanalow na Youtubie.
Jest tutaj polecana na wielu kanalach Yt pomadka do ust Alterra z olejkiem rycynowym, która używa się do smarowania rzęs, aby były ladne i długie, ręczniczki do twarzy z mikrofibry, które doskonale wchlaniaja wodę, bardzo polecana, ostra penseta , natomiast rozowej gąbeczki do nakładania podkładu nie bylo w Rossmannie, wiec kupiłam ja w innym sklepie.
Zakupiłam tez kilka produktów do pielęgnacji paznokci, bo lato tuz tuz i trzeba będzie więcej dbac o siebie, a zwłaszcza o nogi i stopy.
Pozdrawiam serdecznie.
środa, 23 kwietnia 2014
Losos pieczony z przyprawami
Po swiatecznym "obżarstwie" czas, aby dac trochę odpoczac naszemu organizmowi.
Moze dobrym sposobem będzie danie z lososia pieczonego w oleju z przyprawa do ryb bez konserwantów.
Duzy plat łososia nie zmiescil mi się go jednego naczynia żaroodpornego, wiec musiałam go piec w dwóch.
Rybę umiescilam w naczyniach zaroodporych, najpierw nalewając do nich trochę oleju, następnie posypałam obficie przyprawa do ryb
potem wstawiłam do piekarnika, przykryajac papierem foliowym.
Piekłam ok. 1,5 godz. w temp. 160 stopni C w kuchence z termoobiegiem.
Podałam z małymi ziemniaczanymi krokiecikami
oraz z surowka
Wyszlo smaczne i zdrowe danie.
Pozdrawiam serdecznie.
wtorek, 22 kwietnia 2014
Towarzyszka panienka
Co teraz czytam ?
Otoz w duńskiej bibliotece publicznej wypozyczylam ksiazke Moniki Jaruzelskiej "Towarzyszka panienka". Ksiazka lekka i niewymagajaca od czytelnika wiele myślenia, czasami dowcipna.
Córka gen. Wojciecha Jaruzelskiego opisuje w niej swoje dzieciństwo, potem dorastanie u boku taty. W czasach kiedy ja stalam w kolejce przez cala noc za kawałkiem mięsa czy para butów, nie wiedząc czy je dostane, pani Monika jezdzila ze swoim tata po swiecie. Nie mowie, ze jej zazdroszczę, ale ... jest prawie ze moja rowiesnczka i w czasie kiedy ja traciłam godziny mojego młodego życia w kolejkowej egzystencji pani Monika zwiedzała swiat i byla wszędzie przyjmowana z szacunkiem, bedac gościem honorowym. No coz takie to były czasy. Najsmieszniejsze jest to, ze pani Monika czuje jednak pewien niedosyt takiego życia, nie z tata, ale obok taty. Mamy się niemalże litować nad jej dzieciństwem i mlodoscia. Moje dzieciństwo, a tez bylam jedynaczka, mimo ze znacznie bardziej ubogie uważam za bardzo szczesliwe. Babcia i dziadek obdarzali mnie swoja miloscia i poswiecali mi wiele czasu. Uwazalam się za dziecko bardzo szczesliwe, mimo iz po raz pierwszy nad morze pojechałam majac 9 lat i tylko z mama, a w góry do Zakopanego pojechałam dopiero w 12 roku życia, o wyjazdach zagranicznych juz nie wspomnę. Pani Monika byla przeciętnej urody i chyba tez inteligencji dzieckiem, które faworyzowano na każdym kroku, które robiło wręcz laskę swojej szkole ze wystąpi na akademii szkolnej i wyduka jakiś wierszyk. To co bylo niedostępne dla innych dzieci ona dostawała gotowe na tacy. Jakos dziwne ze sama tego nie widzi i ma pretensje do Danuty Walesowej, ze ta uzala się na swoje życie jako zona sławnego meza, która tylko dzięki niemu dostapila wielu zaszczytów. Dziwne tylko, ze pani Monika nie widzi siebie, ze byla w podobnie uprzywilejowanej sytuacji.
W ksiazce jest spora ilosc czarno-białych zdjec ,do ktorych podchodzę w wielkim sentymentem, ponieważ moglyby tez pochodzić z czasów tak mojego dzieciństwa jak i mojej mlodosci.
| tez mialam takie zdjecia |
Mimo wszystko polecam te ksiazke.
Pozdrawiam serdecznie.
Swieta, swieta... i po swietach
Czy zastanawiamy się jak spędzamy swieta ?
Odpowiecie pewno, ze wiadomo jak : w kręgu rodzinnym czy wsrod znajomych, podrepczemy trochę do kosciola, poświecimy to i owo i z tym tym i owym wrócimy do domu. Potem zasiądziemy przy pięknie nakrytym stole i jemy, jemy, jemy.
Kiedyś, dawno, dawno temu mieliśmy jeszcze trochę fizycznego ruchu, bo aby wlaczyc telewizor lub go wylaczyc trzeba się bylo osobiście pofatygować aby do niego dojsc i przycisnac guzik. W okresie większego rozpasania mieliśmy nawet az dwa kanały telewizyjne, w co nawet jest bardzo trudno uwierzyć mojej córce. Ale ja jej ciągle powtarzam, mowiac : dziecko naprawdę kiedyś tak bylo i jakos nikomu to nie przeszkadzalo. Wspominając wartosc tych programów, to według mnie przewyzszala ona dzisiejsza papkę telewizyjna.
Kiedy juz tyle wiemy, to brnimy dalej.
Jak wygladal wtedy nasz odbiornik telewizyjny ? Ano byl brzydki i opasły. Te obecne sa piękne i szczuplutkie, tylko jakos tak dziwnie się zlozylo, ze z nami stalo się doladnie odwrotnie.
Ale czemu ? Bo majac do dyspozycji niezliczona ilosc kanalow (w których w wiekszosci i tak nic nie ma ciekawego do oglądania) nie musimy juz biegac tam i z powrotem, wyręcza nam w tym pilot. A pomyslec tylko ile ruchu moglibyśmy miec bez tego wynalazku.Taki bieg truchcikiem i zmiana np. 149 kanalow. W dwa tygodnie i... figura modelki.
Niestety jest inaczej.
Pozdrawiam serdecznie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




